W efektownie wyremontowanym bielskim Zamku-Muzeum są dwa miejsca, które czekają na renowację. To przyzamkowa kaplica i sypiący się dziedziniec wewnętrzny.
Podczas remontu zamkowej elewacji odnowiono również kaplicę. Okazało się jednak, że obiekt kryjący szczątki przodków ma na wszystkich ścianach malowidła i freski. To odkrycie spowodowało, że kaplica stała się wyjątkowa.
Konieczne są jednak badania odkrywkowe i konserwatorskie, na które na razie nie ma pieniędzy. Malowidła nie są stare, bo pochodzą z przełomu XIX i XX wieku, ale bardzo cenne. W tej sytuacji koszt remontu kaplicy znacznie wzrośnie.
- Oceniamy, że trzeba na to miliona złotych. Musimy trochę poczekać. Elewacja zewnętrzna i dach są zrobione, więc malowidłom nic nie grozi - zapewnia Iwona Purzycka, dyrektor bielskiego Muzeum.
Pilniejszą sprawą jest remont i zadaszenie wewnętrznego dziedzińca, z którego elewacji sypie się tynk. Ponadto dziedziniec niezbędny jest muzealnikom, by prowadzić działalność i zarabiać pieniądze.
Zamek wygląda na duży, ale jego sale są małe. Organizowanie imprez dla większych grup nie jest w nich możliwe. Taką szansę dałoby zadaszenie dziedzińca, który pomieścić może 400 osób. Tymczasem już drugi rok w budżecie Urzędu Marszałkowskiego nie ma środków na projekt techniczny. Bez niego nie można się starać o żadne dofinansowanie, również unijne. Projekt to koszt 300 tysięcy złotych. Szefowa Muzeum zapewnia jednak, że ma pomysł jak sprawie zaradzić. Nie chce jednak zdradzać szczegółów.
Źródło: Dziennik Zachodni
| © 2000 - 2010 RoKaDo zamkiobronne.pl | EnglishStory.pl EDUVIANET.PL |